...

...

środa, 4 lutego 2015

codzienność w autobusie

Moi drodzy! Dziś ostatecznie utwierdziłam się w przekonaniu, że mieszkam na wsi! Dopiero drugi dzień podróżuję autobusem z mojego uroczego zadupia do szkoły, a już kierowca żegna mnie i mówi "Ha det.Vi ses i marra" (co znaczy: na razie, do zobaczenia jutro).  Ja też już kojarzę mojego kierowcę :). Tu chyba jest tak, że każdy kierowca ma swoją trasę i jeździ głównie po niej. chyba...W każdym bądź razie mój autobus nr 40 prowadzi  codziennie wesoły murzynek ok 30- kilkuletni , jak dla mnie. Dzisiaj rano tenże wesoły kierowca  śpiewał sobie np.  jakieś swoje piosenki . Wczoraj zagadywał do pasażerów których widać, że zna już trochę dłużej niż mnie :). Tak sobie tutaj żyjemy :). Najdziwniejsze jest dla mnie to, że tutaj kierowcy autobusów są zadowoleni, uśmiechnięci itd. , a w Polsce....chyba wiemy jacy są..... :)

wtorek, 3 lutego 2015

Nauka norweskiego!

Ludzie! Wróciłam do szkolnej ławki! Już tak się cieszyłam , że nie muszę się uczyć a jednak los chciał inaczej! Dziś był mój pierwszy dzień w szkole językowej!
Dla niezorientowanych: w Norwegii za kurs języka musisz zapłacić sam jeśli pochodzisz z UE. Co innego gdybym była z Kuala Lumpur albo z innego kraju trzeciego świata. Wtedy miała bym wszystko za free i jeszcze by mi za to , że chcę się uczyć. Znowu dyskryminacja!
Do szkoły mam daleko z mojego uroczego "zadupia". Jadę w sumie ponad godzinę  z jedną przesiadką.
Mój kurs językowy odbywa się 4 razy  w tygodniu po 3ha dziennie!
Moja grupa jest multikulturowa! Ok 20 osób ze wszystkich rejonów Świata! Łącznie ze mną 4 osoby z Polski- królujemy :). 3 Dziewczyny z Filipin a reszta raczej po jednej osobie. I tak mamy: Niemca , ale ze skośnymi oczami :), japonkę, boliwijczyka, anglika, amerykanina, indyjkę, dwie portugalki, estonkę, meksykankę, nepalkę, tajwankę , włoszkę, indonezyjkę. Coś czuję, że będzie wesoło! Za to ile będzie miejscówek gdyby chciało się podróżować!
No zapomniałam o Pani nauczycielce! Bardzo sympatyczna norweżka Hilde.
Dostałam dzisiaj w szkole uwaga!: ołówek, gumkę, temperówkę, podręcznik, ćwiczenia, płytę i słownik! Ufff...tylko się uczyć! :*

konto bankowe i zaświadczenia

Okazuje się , że wcale nie jest tak łatwo założyć konto w norweskim banku! Jako że jesteśmy bardzo genialni z moim mężem to w tym całym zamieszaniu zapomnieliśmy żeby zmienić bank z polskiego na norweski :D! Jak już wpadliśmy na to , że wypadało by dostawać pieniądze w koronach i dzielnie zaczęliśmy szukać banku znowu natrafiliśmy na schody. Albo wręcz na przejaw dyskryminacji. Część banków nie zakłada kont osobom z tymczasowym norweskim numerem personalnym! Buuuu .....Inne banki potrzebują zaświadczenie z urzędu podatkowego, że masz tymczasowy nr personalny . Bank , w którym chcieliśmy założyć konto bo było najtańsze w obsłudze - Skandiabanken- nie chciał nas :(. Ich strata! Nordea Bank jest drogi , tak samo jak Spare Bank . Został nam więc DNB Bank. Ale tutaj potrzebujemy zaświadczenia o D- numerze! Posiadając polskie nawyki udałam się do urzędu podatkowego po zaświadczenie, a Pani na mnie spojrzała jakbym była głupia! Okazuje się, że tutaj nie trzeba nigdzie chodzić, po co!? Szkoda czasu! Wystarczy zadzwonić i wyślą Ci do domu! Ba! Nawet jak przyjdziesz po dokument osobiście to i ta wyślą Ci go do domu! Taki system! Jak miło! Potrzebuję na gwałt zaświadczenie, jestem w miejscu które go wydaje, a Pani mówi- ok wyślę Ci je do domu! No i konta w banku już nie założyłam tego dnia i nie mam go do dziś bo czekam na dokument! :*

nr telefonu, karta miejska c.d.

Chwilkę mnie tu nie było :( ale już wracam z nową energią!
W końcu mam swój własny norweski numer ! Nie było łatwo, ale się udało! W Kristiansand też nie od razu znalazłam punkt, w którym mieli formularz rejestracji , ale ostatecznie się udało! Szczerze myślałam, że więcej problemu będę miała ze zdobyciem karty miejskiej! W Trójmieście trzeba zanieść zdjęcie, zapłacić,  poczekać aż zrobią kartę i ją aktywują ....a tutaj o dziwo poszło bardzo szybko! Karta miejska nie jest imienna! Idziesz to punktu sprzedaży , bierzesz kartę która jest darmowa , ładujesz ją na miejscu lub przez internet i jeździsz. Bilety są różne- na jeden przejazd są stosunkowo drogie,  w zależności również od trasy przejazdu. Ja z racji tego , że codziennie jeżdżę teraz do Kristiansand mam bilet 30 dniowy, dzięki któremu mogę podróżować po całym mieście i okolicach. W dodatku komunikacja miejska wyróżniła taką grupę ludzi jak "young adults" - młodzi dorośli- czyli osoby pomiędzy 26 a 30 rokiem życia . I w taki sposób załapałam się na zniżkę :). Młodzi dorośli płacą tutaj 530 NOK za 30 dniowy bilet , a "normalni "dorośli 700 NOK i więcej! Obym była zawsze poniżej 30stki! :D

wtorek, 27 stycznia 2015

sprzęt AGD

Z ostatniej chwili! Norweski sprzęt AGD mnie nie lubi! Postanowiłam zrobić dzisiaj pranie. Pralnie mamy wspólną w osobnym budynku. Zatahałam więc pranie i włączyłam pralkę- nic prostszego. Pralka dla tępaków- jeden przycisk , ustawienie temperatury i reszta automatycznie! Ale nie jak Ela robi pranie! Ani się nie wypłukało dobrze, o odwirowaniu nie mówiąc. Pralka się popsuła! Świetnie!
W weekend chciałam upiec ciasteczka- taaaa ....jak włączyłam piekarnik do prądu do wysadziło korki w całym domu!
Nie powinnam niczego się  dotykać- leżenie i pachnienie zostało mi narzucone z góry!:)

trochę o mieście

Moje najbliższe "miasto" jak o nim  mówią okoliczne norki - Kristiansand (uwaga!: po norwesku wymawiamy "Kristiansan" ; nieme "d" na końcu)- jest oddalone o  ok 30 min. drogi autobusem od mojego tymczasowego lokum.
Kristiansand ma ok 80 tyś mieszkańców , ale z racji tego , że nie ma tam zbyt wiele bloków i upakowanych tam  ludzi , miasto ma dużą powierzchnię. Nazwa jest połączeniem imienia króla, który je założył (Christian IV), a końcówę "sand" miasto zawdzięcza piaszczystym plażom, którymi nie może się poszczycić żaden inny norweski region.
Zanim o moich sprawunkach w mieście , to jeszcze jedna ciekawostka dotycząca Kristiansand. Centrum miasta/ inaczej można też powiedzieć stare miasto jest zbudowane na podstawie prostokąta (stąd jego inna nazwa "Kvadraturen"). Wrzucam rysunek , żeby można było sobie wyobrazić o co chodzi:
Nie sposób się tam zgubić , bo uliczki są ze sobą równoległe , a na dodatek na środku starego miasta stoi kościół "Dome Kirke" . Przy okazji jest to najwyższy budynek tej części Kristiansand, szczyt kościoła widać z każdego końca starego miasta. Dla mnie jest to punkt odniesienia.

o norweskich domach i domkach

Postanowiłam dać wszystkim chwilę wytchnienia od mojego jakże interesującego, norweskiego życia  i opowiedzieć pewną historię związaną z kolorami norweskich domów.




Dzięki temu, że nie mieszkam w stolicy, a w mniejszym miasteczku , bardziej czuję klimat Norwegii. Norweski domy i domeczki świetnie komponują się z otoczeniem. Znakomita większość z  nich jest drewniana, a deski są układane pionowo. Odkąd pierwszy raz tu byłam zastanawiało mnie jedno: czemu niektóre domy maja kolor biały, inne czerwony, a jeszcze inne są żółte. I w końcu moja ciekawość została zaspokojona. W obecnych czasach nie ma to już większego znaczenia, ale kiedyś mówiła wszystko o sytuacji materialnej właściciela domu, często też o profesji mieszkających w nim ludzi!
Czerwona farba  była najtańsza - skład krew i tłuszcz rybi i innych zwierząt. Stąd czerwone były bardzo często domy rybaków oraz biedniejszych ludzi.
Żółta farba była trochę droższa - w jej skład wchodził olej i ochra.
Biała farba była " z górnej półki"- kolor dostępny tylko dla bogatych.

Co najzabawniejsze- kolor domu był kiedyś do tego stopnia istotny, że co niektórzy malowali frontową ścianę- wizytówkę domu- na biało, a pozostałe trzy na czerwono.

Najnowszy obowiązujący trend nakazuje malować domki (drewno) na taki szary, ale ciepły kolor. Mimo iż nie ma to już nic  wspólnego z historią kraju, to wygląda bardzo ciekawie , a przy okazji dodaje tym domkom trochę gracji  i nowoczesności. Mi osobiście się ten trend podoba.
Nie wiem czy mnie będzie kiedyś stać na taki kolor ;).

piątek, 23 stycznia 2015

mój debiut w autobusie

W związku z tym, że mieszkam na wsi musiałam udać się do miasta pozałatwiać sprawy! Jak to brzmi! :(
Na szczęście komunikację miejską udało mi się opanować już wcześniej, także pozostało tylko jechać.
W przepiękne, zimne i śnieżne przedpołudnie udałam się na mój mega wieśniacki , pozbawiony wiaty przystanek autobusowy. Byłam przed czasem, 2 min. po mnie dotarł na przystanek jakiś mężczyzna. Myślę sobie super, nie tylko ja jeżdżę z tego zadupia. No i tak sobie stoimy na tym przystanku i stoimy. A autobusu jak nie ma , tak nie ma, a jest już po czasie kilka minut. W końcu mężczyzna zaczyna do mnie coś szwargolić po norwesku. Taaaa....Niestety w tym języku ze mną nie pogada, co mu uroczyście oświadczam. Błyskawiczna zmiana języka na angielski i zaczynamy dyskusję. Dochodzimy do wniosku, że autobus w przeciwną stronę jeszcze nie jechał, tzn. że w naszą też nie pojedzie, bo niedaleko jest pętla gdzie zawraca. No to stoimy dalej. Mój kolega z przystanku podpytuje mnie skąd jestem, co tu robię, gdzie mieszkam itd. Polska- Gdańsk- gościu kojarzy! Nawet był w Trójmieście i wie, że stąd (z tej części Norwegii) są dobre połączenia do Gdańska. No i nawiązała się nić "przyjaźni" :D. Gościu jako szczęśliwy posiadacz aktywnej karty sim i internetu w telefonie sprawdził co się dzieje z autobusami. Okazało się, że był jakiś duży wypadek na trasie i nie wiadomo kiedy autobusy do nas dojadą!?No tak! Mówię mu, że to moja pierwsza podróż autobusem do Kristiansand i że takie mam właśnie szczęście. Autentycznie zmartwiony pyta czy jestem umówiona gdzieś na konkretną godzinę? Na co ja zaczynam mu opowiadać swoją przygodę z kartą sim. Wyobraźcie sobie, że facet 4 razy pytał z niedowierzaniem, czy tylko po to jadę do Kristiansand!? Nie mógł tego zrozumieć bo w końcu w Norwegii większość spraw można załatwić nie wychodząc z domu! Pytał czy aby na pewno dzwoniłam już wszędzie gdzie można było!?Uśmiałam się !
W między czasie pojawił się autobus, ale dziwny bo bez numeru. Zatrzymał się na przystanku to wchodzę, a co! Jakiś murzynek od progu coś gada i gada i się produkuje, a ja i tak nie wiem o co mu chodzi! Murzynek po angielsku nie gadał, ale miałam przecież mojego przystankowego kolegę. Norwegowie dobrze sobie planują : okazało się, że przyjechał po nas autobus szkolny (który w tym czasie i tak nie miał co robić) , zebrał ludzi z trasy i zabrał wszystkich do centrum Sogne, przy główne trasie, gdzie jeździło więcej autobusów.
Mój przystankowy Pan postał ze mną jeszcze na przystanku w centrum Sogne , podyskutował sobie, pouspokajał mnie a jak na tablicy pokazał się informacja , że za 1 min będzie autobus do Kristiansand, to pożegnał się i poszedł do pracy. A ja myślałam, że też jedzie do Kristiansand. A on pracował 2 kroki od tego 2 przystanku. Jakiż miły człowiek! Oby więcej takich!
I tak o to po 1 godz opóźnienia siedziałam w autobusie do "miasta". Najlepsze na koniec: z powodu opóźnień żaden pasażer nie płacił za bilet, a kierowca każdego z osobna przepraszał! Myślałam , że się przewrócę! Ileż to razy spóźnił się tramwaj, autobus bądź skm w Trójmieście!? Czy ktoś mnie przepraszał?A może nie trzeba było kasować biletów? Taaaa ....kanary wsiadały 2 przystanki dalej i sprawdzały kto się w czasie biletu nie zmieścił.....2 Światy!

norweski nr telefonu c.d.

Ostatni tydzień był trochę szalony i nie miałam kiedy pisać, ale już powracam!
Podczas ostatniego weekendu byłam w Polsce więc sprawa mojego norweskiego numeru wróciła dopiero we wtorek. Zanim wyjechałam zdążyłam wrócić do Pani , u której kupowałam moją kartę sim , z zapytaniem czy wysłała do operatora mój formularz. Uwaga: Pani mnie poznała mimo , że widziała mnie wcześniej tylko raz  w życiu! Gdy tylko wkroczyłam do sklepu zarzuciła mnie pytaniami dot. tego czy mój telefon działa, że ona miała problem z wysłaniem mojego formularza itd.!? Hmm...czy jaj jakoś dziwnie wyglądam czy co?
W każdym bądź razie Pani dowiedziawszy się , że mój telefon nadal nie jest aktywny powiedziała, że spróbuje jeszcze raz wysłać te papiery i  jak jutro rano telefon nie będzie działał to mam  przyjść ja, albo mąż i pomyślimy.
Następnego dnia rano, ku wielkiemu mojemu niezdziwieniu telefon nie działał! Postanowiłam zadzwonić do "kundeservis" (czyli obsługi klienta) mojego operatora. Wykręciłam numer i co...."aby rozmawiać po polsku wybierz 3"! To wybrałam! Pan który odebrał naświetliłam po polsku całą sprawę i Pan zaczął w imieniu oparatora sieci "my call" przepraszać mnie serdecznie. W zawiązku w tym, że moja karta już chwilę wtedy nie działała dostałam prezent od firmy : mogłam udać się na najbliższą stację benzynową, wypełnić formularz aktywacji karty raz jeszcze, zadzwonić do Pana ze stacji , a sprzedawca miał potwierdzić że ja to ja.
Ten prezent firma my call niech sobie w cztery litery wsadzi! Objeździłam 4 najbliższe stacje benzynowe i w żadnej nie mieli ...czego...tak! formularza!
Na jednej ze stacji usłyszałam ..."you know this is only  Sogne...mayby you should try in the city..". O nie! I stałą się rzecz straszna! Uświadomiłam sobie , że mieszkam na wsi!!!!Jestem wieśniakiem!!!!!POMOCY!!!

piątek, 16 stycznia 2015

firanki...

Jak ktoś to czyta to pewnie w tym momencie myśli, że jestem nienormalna :). Nudzi mi się i chcę się pochwalić nowymi firankami! O przepraszam-w kraju fiordów to by było trudne!I o to właśnie chodzi! My Polacy mamy w zwyczaju z dziada pradziada (albo tu bardziej by pasowało z babci prababci) przystrajać nasze okna firankami, franeczkami i innymi koronkami. Odizolowujemy się dzięki temu od innych ludzi....no bo jak to Polak i jego ciekawska natura- tu zajrzy, tam spojrzy, a tam rzuci okiem. A potem będzie mówił po okolicy...a ta Kowalska to ma takie bogactwa w domu, a taką biedaczkę udaje itd. itp. Nasza kolejna potworna wada narodowa- obgadywanie. Żaden Wiking chyba nie wynalazł do tej pory firanek :). Okna służą tu głównie jako okna- żeby przez nie widzieć Świat, a nie się od niego odgradzać. System jest taki- firanek nie mają, a zasłon używają głównie wtedy , kiedy nie ma ich w domu. W Polsce złodzieje by się ucieszyli z takiego rozwiązania ;). Norwegowie nie mają chyba w zwyczaju zaglądać innym w okna?! Po 2 tyg mieszkania tu zdecydowanie tak uważam i powoli przestaje mi  przeszkadzać brak firanek w oknach. Co kraj to obyczaj!

czwartek, 15 stycznia 2015

norweski nr telefonu

Znowu niby taka banalna rzecz, a tu takie komplikacje, że aż muszę o tym napisać. Co robisz w Polsce, jak chcesz kupić sobie nową kartę sim? Pewnie! Idziesz do najbliższego sklepu, kiosku kupujesz kartę, wkładasz do telefonu i już, po bólu!Ale nie w Norwegii.  Karty sim niby można kupić w wielu miejscach, ale ja np miałam problem żeby ją dostać w sklepie, czy na stacji benzynowej. Czegoś takiego jak kiosk na każdym rogu ulicy to tu nie uświadczysz. Pozostaje Narvesen. I jeszcze jeden problem- tutaj każdy nr telefonu musi być zarejestrowany!Nie będzie aktywny dopóki nie dokonasz rejestracji. Jeśli masz już norweski nr personalny to zarejestrowanie karty sim zajmie Ci ok 2min. Wysyłasz sms lub wypełniasz formularz na stronie operatora sieci , podajesz imię, nazwisko i nr personalny i po chwili korzystasz z dobroci cywilizacji.  No tak, a jak nie masz tego norweskiego nr personalnego? Hmmm... no to znowu pod górkę. Trzeba wypełnić specjalny formularz w punkcie sprzedaży i uzbroić się w cierpliwość...Bo w Norwegii nikt się nigdzie nie spieszy!I tak już czekam 48 ha!Pani w sklepie powiedziała, że jeszcze tego samego dnia prześle formularz do operatora sieci i za kilka godzin będę miała aktywny nr....nie stało się tak.I co teraz? Muszę wrócić do tej Pani (25 km) i zapytać czy była tak łaskawa i już wysłała formularz bo przecież mi się wcale a wcale nigdzie nie spieszy ale.....:)

pogoda...

O! O pogodzie to podobno zawsze można porozmawiać- taki bezpieczny temat. Pogoda jaka jest każdy widzi i nie ma co się kłócić! W rejonie , w którym mieszkam pogoda jest bardzo przewidywalna: zachmurzone niebo i  albo tylko pada (zazwyczaj deszcz, czasem grad) , albo  wieje, albo jedno z drugim w różnych kombinacjach! Jak się przejaśnia , przestaje padać to zaczynam się martwić! :). A tak serio , to staram się ten czas wykorzystać na spacery i poznawanie okolicy :). Lokalnym norkom pogoda chyba nie przeszkadza. Albo udają, że jest dobra? Biegają, jeżdżą na rowerze i spacerują nie ważne czy pada mocniej, czy słabiej, czy jest wichura czy już tornado! Podobno oni tak mają- zaprzeczają rzeczywistości! No cóż- ja póki co nie umiem jeszcze udawać, że wichura to letnia bryza, a ulewa to kapuśniaczek! Ale może z czasem....Jak się człowiek uzbroi w porządną kurtkę, szalik i mocno trzymającą się głowy czapkę to nie ma mocnych! :)
Dzisiaj np. przez godz. nie padało:

niedziela, 11 stycznia 2015

komunikacja miejska

I tu moi Drodzy się zdziwicie tak jak i ja! Takie sobie niby małe miasteczko, wieś nawet jak niektórzy twierdzą, ale autobusów tu do wybory i do koloru! Ledwo ogarnęłam moim umysłem te wszystkie strefy, bilety i inne historie. Tczew powinien się wstydzić z tymi swoimi 13 liniami autobusowymi!A liczba ludności podobna jak w Kristiansand.

Dla niedowiarków załączam linki ze schematami komunikacyjnymi:
Obszar centrum Kristiansand

Poza tym :
Strefy w Kristiansand
Możliwości podróży na terenie całej gminy Vest Agder

I to tylko autobusy, a mamy jeszcze pociągi :).

Ja póki co wiem jak z domu dotrzeć do szkoły i do centrum handlowego oczywiście :). No i jeszcze do męża do pracy.

własne cztery kąty

Ooooo do tych własnych 4 kątów to nam jeszcze daleko! I nie mam tu na myśli kupna mieszkania/ domu, tylko zwykłego wynajęcia. Jak to w Norwegi: nawet wynajęcie mieszkania nie jest takie proste. Rynek w okolicy nie jest zbyt duży. Norwegowie niechętnie wynajmują mieszkania obcokrajowcom. Najłatwiej jest wynająć lokum z tzw "polecenia" . Polecającym najlepiej żeby był Twój były najemca lub szef. Hmm....
I tak oto i my szukamy mieszkania...póki co musimy się zadowolić 20 m2 powierzchni! Dużo, czy mało? Kwestia sporna...Jak ktoś wcześniej mieszkał na 70m2 to robi różnicę :). No ale trzeba wierzyć, że uda się w miarę szybko coś znaleźć. Podobno w kwietniu (nie wiem czemu), ale ceny mieszkań idą w górę, więc trzeba się spieszyć. Tylko tutaj nie wszystko zależy od nas! Musimy się jeszcze " spodobać " jako lokatorzy- przejść swoisty casting na lokatora. Oni na to mówią "visning".
Skromny dorobek naszego wspólnego 6-letniego życia od 1 tyg okupował całą powierzchnię nowego "domu". Chyba Norwegowie uznają, że Polacy szafek i półek to nie potrzebują!A my nie mamy póki co ochoty wydawać pieniędzy na meble. Dzięki Bogu, że mam takiego obrotnego i sprytnego męża. Od wczoraj jestem szczęśliwą posiadaczką 2 szt szaf, które mój mężuś cytuję "naruchał" :). I zrobił się porządek! :)

piątek, 9 stycznia 2015

Sprawy urzędowe...

I w Polsce nie lubiłam biegać po urzędach i tutaj tego nie lubię!
Norwegia jest krajem, w którym wiele spraw można załatwić przez internet, ale nie wszystko!
Na stronach internetowych różnych instytucji znajdziemy wszelkie potrzebne informacje dotyczące chociażby przeprowadzki, nauki, pracy!Wszystkie dostępne są po angielsku, niektóre nawet po polsku.
Ale jeśli  dobrze znasz angielski to w tym kraju wszystko załatwisz i z każdym się dogadasz!

POLICJA
Jeśli chcesz przebywać w Norwegii więcej niż 3 msc (i masz ku temu podstawy- ja np jestem żoną mojego męża i to wystarczy :)) musisz zgłosić się na policję i zarejestrować swój pobyt. Nic bardziej skomplikowanego! Wypełniasz formularz na stronie policji, umawiasz się na konkretny dzień i konkretną godzinę w odpowiednim komisariacie , idziesz , pokazujesz dokumenty i po chwili dostajesz świstek papieru i wychodzisz szczęśliwa....uffff jedno z głowy!

EWIDENCJA LUDNOŚCI/FOLKEREGISTERET
Każda osoba, która przeprowadza się do Norwegii oraz pomiędzy gminami musi zgłosić ten fakt w ewidencji ludności w ciągu 8 dni od przeprowadzki . Wystarczy wypełnić wniosek i zanieść go do odpowiedniego urzędu. Dzięki temu możesz korzystać ze wszelkich dobrodziejstw tego kraju, jak np. służba zdrowia :D.
No i tu już zaczynają się schody!
Idę do Folkeregisteret w Kristiansand, który znajduje się w budynku Skatt ( urzędu podatkowego). Biorę numerek, czekam grzecznie na swoją kolej , podchodzę do okienka i mówię o co mi chodzi(oczywiście po angielsku). Natrafiam na polkę, więc dalej rozmowa tocz się po polsku! Okazuje się , że muszę mieć umowę wynajmu mieszkania na co najmniej 6 msc , żeby mnie łaskawie zarejestrowano! O szok! Skąd ten wymóg? Na stronie o tym nie pisali!? No to nic nie załatwię! ?Pomyślałam, że chociaż podpytam o inne kwestie jak już trafiam na kogoś kto włada moim ojczystym językiem. Dowiaduję się,  że w sumie nic już nigdzie nie załatwię!? Hmmmm .....czy ja jestem głupia czy ona? Co innego czytałam , a co innego słyszę w urzędzie!? No dobra to idę dalej!

NAV
Pomyślałam, że jedynym ratunkiem w tej sytuacji jest NAV, w Polsce coś jak MOPS i Urząd pracy w jednym, ale nie do końca. I znowu biorę numerek i czekam....Ale to była dobra decyzja- w końcu natrafiam na kogoś
w moim odczuciu kompetentnego! Ponieważ w tym momencie moim głównym problemem stało się nie posiadanie norweskiego numeru identyfikacyjnego postanowiłam głównie o to zapytać. Każda osoba mieszkająca w Norwegi musi mieć swój nr identyfikacyjny, coś jak pesel w Polsce. Polka w Folkeregisteret powiedziała mi, że nie dostanę tego numeru bo nie pracuję w Norwegi i tyle! A mi jest on potrzebny , żeby iść do szkoły, nauczyć się języka i znaleźć pracę! Coś tu nie gra!Cudowny Pan z NAV w przeciągu 2 min złożył za mnie wniosek o nadanie tymczasowego numer (D-numer) i co można?!MOŻNA!
Przy okazji Pan wypytał mnie i moje wykształcenie i ku mojej wielkiej radości powiedział, że z takimi kompetencjami to spokojnie za rok znajdę pracę, tylko muszę opanować norweski!

No i na razie tyle z urzędowych spraw!
Nadal nie zgłosiłam przeprowadzki i w razie wypadku , choroby do lekarza mnie nie przyjmą!
Wieczorem rozmawiałam ze znajomą polką, która powiedziała, że do norweskich urzędów trzeba iść z wydrukowanym aktem prawnym bo oni tam nic nie wiedzą!  Powiedziała żebym spróbowała u innej osoby w tym samym urzędzie. WNIOSEK: każda osoba w Norwegi sama tworzy sobie prawo!?Hmmmm...


Droga do kraju fiordów

Do kraju fiordów postanowiliśmy przenieść z mężem  swój skromny, ponad 6 letni dobytek samochodem! I to był błąd! Dotąd uwielbiałam podróże samochodem, kochałam prowadzić. Ale droga z Polski do Norwegii okazała się być koszmarnie długa, nudna i męcząca.
Wyjechaliśmy z Polski w piątek o 22:00, a do Norwegii (do Kristiansand) dotarliśmy po 25 godz jazdy!!! Przejechaliśmy przez pół Niemiec , wzdłuż całej Danii , aby na jej krańcu przedostać się promem do Norwegii. Po drodze napotkał nas deszcz, grad, śnieg,słońce, wiatr, wichura i w końcu sztorm i związane z nim opóźnienia promu. Gdzieś w okolicach Danii zaczął nam uciekać olej ze skrzyni biegów, ale cali i zdrowi dotarliśmy do "raju".

wtorek, 6 stycznia 2015

I co ja robię tu....

No właśnie dobre pytanie!
Co osoba niecierpiąca ryb , owoców morza , zimna i deszczu robi w Norwegii?
Hmmm...pytanie poniekąd retoryczne...z wielu powodów jestem tu, a nie w Polsce.
Porzuciłam pracę , którą kochałam nade wszystko, moich  pacjentów , słuchaczy i ...i zobaczymy co los przyniesie!
Ale skoro już jestem w krainie fiordów postanowiłam podzielić się swoimi doświadczeniami i nie tylko!
Początkowo chciałam pisać o jedzeniu (z racji profesji), stąd też nazwa bloga, ale postanowiłam pisać po prostu o życiu!
Zresztą póki co ze względu na  poważne ograniczenia kuchenne, nad którymi ubolewam i tak nie mogłabym nikogo  rozpieszczać zdrowymi i smacznymi przepisami w wersji polsko- norweskiej. Jak na razie mogłabym chyba zaspokoić jedynie  niewybredne, jak to moja siostra mawia , podniebienia studentów!