W związku z tym, że mieszkam na wsi musiałam udać się do miasta pozałatwiać sprawy! Jak to brzmi! :(
Na szczęście komunikację miejską udało mi się opanować już wcześniej, także pozostało tylko jechać.
W przepiękne, zimne i śnieżne przedpołudnie udałam się na mój mega wieśniacki , pozbawiony wiaty przystanek autobusowy. Byłam przed czasem, 2 min. po mnie dotarł na przystanek jakiś mężczyzna. Myślę sobie super, nie tylko ja jeżdżę z tego zadupia. No i tak sobie stoimy na tym przystanku i stoimy. A autobusu jak nie ma , tak nie ma, a jest już po czasie kilka minut. W końcu mężczyzna zaczyna do mnie coś szwargolić po norwesku. Taaaa....Niestety w tym języku ze mną nie pogada, co mu uroczyście oświadczam. Błyskawiczna zmiana języka na angielski i zaczynamy dyskusję. Dochodzimy do wniosku, że autobus w przeciwną stronę jeszcze nie jechał, tzn. że w naszą też nie pojedzie, bo niedaleko jest pętla gdzie zawraca. No to stoimy dalej. Mój kolega z przystanku podpytuje mnie skąd jestem, co tu robię, gdzie mieszkam itd. Polska- Gdańsk- gościu kojarzy! Nawet był w Trójmieście i wie, że stąd (z tej części Norwegii) są dobre połączenia do Gdańska. No i nawiązała się nić "przyjaźni" :D. Gościu jako szczęśliwy posiadacz aktywnej karty sim i internetu w telefonie sprawdził co się dzieje z autobusami. Okazało się, że był jakiś duży wypadek na trasie i nie wiadomo kiedy autobusy do nas dojadą!?No tak! Mówię mu, że to moja pierwsza podróż autobusem do Kristiansand i że takie mam właśnie szczęście. Autentycznie zmartwiony pyta czy jestem umówiona gdzieś na konkretną godzinę? Na co ja zaczynam mu opowiadać swoją przygodę z kartą sim. Wyobraźcie sobie, że facet 4 razy pytał z niedowierzaniem, czy tylko po to jadę do Kristiansand!? Nie mógł tego zrozumieć bo w końcu w Norwegii większość spraw można załatwić nie wychodząc z domu! Pytał czy aby na pewno dzwoniłam już wszędzie gdzie można było!?Uśmiałam się !
W między czasie pojawił się autobus, ale dziwny bo bez numeru. Zatrzymał się na przystanku to wchodzę, a co! Jakiś murzynek od progu coś gada i gada i się produkuje, a ja i tak nie wiem o co mu chodzi! Murzynek po angielsku nie gadał, ale miałam przecież mojego przystankowego kolegę. Norwegowie dobrze sobie planują : okazało się, że przyjechał po nas autobus szkolny (który w tym czasie i tak nie miał co robić) , zebrał ludzi z trasy i zabrał wszystkich do centrum Sogne, przy główne trasie, gdzie jeździło więcej autobusów.
Mój przystankowy Pan postał ze mną jeszcze na przystanku w centrum Sogne , podyskutował sobie, pouspokajał mnie a jak na tablicy pokazał się informacja , że za 1 min będzie autobus do Kristiansand, to pożegnał się i poszedł do pracy. A ja myślałam, że też jedzie do Kristiansand. A on pracował 2 kroki od tego 2 przystanku. Jakiż miły człowiek! Oby więcej takich!
I tak o to po 1 godz opóźnienia siedziałam w autobusie do "miasta". Najlepsze na koniec: z powodu opóźnień żaden pasażer nie płacił za bilet, a kierowca każdego z osobna przepraszał! Myślałam , że się przewrócę! Ileż to razy spóźnił się tramwaj, autobus bądź skm w Trójmieście!? Czy ktoś mnie przepraszał?A może nie trzeba było kasować biletów? Taaaa ....kanary wsiadały 2 przystanki dalej i sprawdzały kto się w czasie biletu nie zmieścił.....2 Światy!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz