Ostatni tydzień był trochę szalony i nie miałam kiedy pisać, ale już powracam!
Podczas ostatniego weekendu byłam w Polsce więc sprawa mojego norweskiego numeru wróciła dopiero we wtorek. Zanim wyjechałam zdążyłam wrócić do Pani , u której kupowałam moją kartę sim , z zapytaniem czy wysłała do operatora mój formularz. Uwaga: Pani mnie poznała mimo , że widziała mnie wcześniej tylko raz w życiu! Gdy tylko wkroczyłam do sklepu zarzuciła mnie pytaniami dot. tego czy mój telefon działa, że ona miała problem z wysłaniem mojego formularza itd.!? Hmm...czy jaj jakoś dziwnie wyglądam czy co?
W każdym bądź razie Pani dowiedziawszy się , że mój telefon nadal nie jest aktywny powiedziała, że spróbuje jeszcze raz wysłać te papiery i jak jutro rano telefon nie będzie działał to mam przyjść ja, albo mąż i pomyślimy.
Następnego dnia rano, ku wielkiemu mojemu niezdziwieniu telefon nie działał! Postanowiłam zadzwonić do "kundeservis" (czyli obsługi klienta) mojego operatora. Wykręciłam numer i co...."aby rozmawiać po polsku wybierz 3"! To wybrałam! Pan który odebrał naświetliłam po polsku całą sprawę i Pan zaczął w imieniu oparatora sieci "my call" przepraszać mnie serdecznie. W zawiązku w tym, że moja karta już chwilę wtedy nie działała dostałam prezent od firmy : mogłam udać się na najbliższą stację benzynową, wypełnić formularz aktywacji karty raz jeszcze, zadzwonić do Pana ze stacji , a sprzedawca miał potwierdzić że ja to ja.
Ten prezent firma my call niech sobie w cztery litery wsadzi! Objeździłam 4 najbliższe stacje benzynowe i w żadnej nie mieli ...czego...tak! formularza!
Na jednej ze stacji usłyszałam ..."you know this is only Sogne...mayby you should try in the city..". O nie! I stałą się rzecz straszna! Uświadomiłam sobie , że mieszkam na wsi!!!!Jestem wieśniakiem!!!!!POMOCY!!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz