...

...

środa, 4 lutego 2015

codzienność w autobusie

Moi drodzy! Dziś ostatecznie utwierdziłam się w przekonaniu, że mieszkam na wsi! Dopiero drugi dzień podróżuję autobusem z mojego uroczego zadupia do szkoły, a już kierowca żegna mnie i mówi "Ha det.Vi ses i marra" (co znaczy: na razie, do zobaczenia jutro).  Ja też już kojarzę mojego kierowcę :). Tu chyba jest tak, że każdy kierowca ma swoją trasę i jeździ głównie po niej. chyba...W każdym bądź razie mój autobus nr 40 prowadzi  codziennie wesoły murzynek ok 30- kilkuletni , jak dla mnie. Dzisiaj rano tenże wesoły kierowca  śpiewał sobie np.  jakieś swoje piosenki . Wczoraj zagadywał do pasażerów których widać, że zna już trochę dłużej niż mnie :). Tak sobie tutaj żyjemy :). Najdziwniejsze jest dla mnie to, że tutaj kierowcy autobusów są zadowoleni, uśmiechnięci itd. , a w Polsce....chyba wiemy jacy są..... :)

wtorek, 3 lutego 2015

Nauka norweskiego!

Ludzie! Wróciłam do szkolnej ławki! Już tak się cieszyłam , że nie muszę się uczyć a jednak los chciał inaczej! Dziś był mój pierwszy dzień w szkole językowej!
Dla niezorientowanych: w Norwegii za kurs języka musisz zapłacić sam jeśli pochodzisz z UE. Co innego gdybym była z Kuala Lumpur albo z innego kraju trzeciego świata. Wtedy miała bym wszystko za free i jeszcze by mi za to , że chcę się uczyć. Znowu dyskryminacja!
Do szkoły mam daleko z mojego uroczego "zadupia". Jadę w sumie ponad godzinę  z jedną przesiadką.
Mój kurs językowy odbywa się 4 razy  w tygodniu po 3ha dziennie!
Moja grupa jest multikulturowa! Ok 20 osób ze wszystkich rejonów Świata! Łącznie ze mną 4 osoby z Polski- królujemy :). 3 Dziewczyny z Filipin a reszta raczej po jednej osobie. I tak mamy: Niemca , ale ze skośnymi oczami :), japonkę, boliwijczyka, anglika, amerykanina, indyjkę, dwie portugalki, estonkę, meksykankę, nepalkę, tajwankę , włoszkę, indonezyjkę. Coś czuję, że będzie wesoło! Za to ile będzie miejscówek gdyby chciało się podróżować!
No zapomniałam o Pani nauczycielce! Bardzo sympatyczna norweżka Hilde.
Dostałam dzisiaj w szkole uwaga!: ołówek, gumkę, temperówkę, podręcznik, ćwiczenia, płytę i słownik! Ufff...tylko się uczyć! :*

konto bankowe i zaświadczenia

Okazuje się , że wcale nie jest tak łatwo założyć konto w norweskim banku! Jako że jesteśmy bardzo genialni z moim mężem to w tym całym zamieszaniu zapomnieliśmy żeby zmienić bank z polskiego na norweski :D! Jak już wpadliśmy na to , że wypadało by dostawać pieniądze w koronach i dzielnie zaczęliśmy szukać banku znowu natrafiliśmy na schody. Albo wręcz na przejaw dyskryminacji. Część banków nie zakłada kont osobom z tymczasowym norweskim numerem personalnym! Buuuu .....Inne banki potrzebują zaświadczenie z urzędu podatkowego, że masz tymczasowy nr personalny . Bank , w którym chcieliśmy założyć konto bo było najtańsze w obsłudze - Skandiabanken- nie chciał nas :(. Ich strata! Nordea Bank jest drogi , tak samo jak Spare Bank . Został nam więc DNB Bank. Ale tutaj potrzebujemy zaświadczenia o D- numerze! Posiadając polskie nawyki udałam się do urzędu podatkowego po zaświadczenie, a Pani na mnie spojrzała jakbym była głupia! Okazuje się, że tutaj nie trzeba nigdzie chodzić, po co!? Szkoda czasu! Wystarczy zadzwonić i wyślą Ci do domu! Ba! Nawet jak przyjdziesz po dokument osobiście to i ta wyślą Ci go do domu! Taki system! Jak miło! Potrzebuję na gwałt zaświadczenie, jestem w miejscu które go wydaje, a Pani mówi- ok wyślę Ci je do domu! No i konta w banku już nie założyłam tego dnia i nie mam go do dziś bo czekam na dokument! :*

nr telefonu, karta miejska c.d.

Chwilkę mnie tu nie było :( ale już wracam z nową energią!
W końcu mam swój własny norweski numer ! Nie było łatwo, ale się udało! W Kristiansand też nie od razu znalazłam punkt, w którym mieli formularz rejestracji , ale ostatecznie się udało! Szczerze myślałam, że więcej problemu będę miała ze zdobyciem karty miejskiej! W Trójmieście trzeba zanieść zdjęcie, zapłacić,  poczekać aż zrobią kartę i ją aktywują ....a tutaj o dziwo poszło bardzo szybko! Karta miejska nie jest imienna! Idziesz to punktu sprzedaży , bierzesz kartę która jest darmowa , ładujesz ją na miejscu lub przez internet i jeździsz. Bilety są różne- na jeden przejazd są stosunkowo drogie,  w zależności również od trasy przejazdu. Ja z racji tego , że codziennie jeżdżę teraz do Kristiansand mam bilet 30 dniowy, dzięki któremu mogę podróżować po całym mieście i okolicach. W dodatku komunikacja miejska wyróżniła taką grupę ludzi jak "young adults" - młodzi dorośli- czyli osoby pomiędzy 26 a 30 rokiem życia . I w taki sposób załapałam się na zniżkę :). Młodzi dorośli płacą tutaj 530 NOK za 30 dniowy bilet , a "normalni "dorośli 700 NOK i więcej! Obym była zawsze poniżej 30stki! :D

wtorek, 27 stycznia 2015

sprzęt AGD

Z ostatniej chwili! Norweski sprzęt AGD mnie nie lubi! Postanowiłam zrobić dzisiaj pranie. Pralnie mamy wspólną w osobnym budynku. Zatahałam więc pranie i włączyłam pralkę- nic prostszego. Pralka dla tępaków- jeden przycisk , ustawienie temperatury i reszta automatycznie! Ale nie jak Ela robi pranie! Ani się nie wypłukało dobrze, o odwirowaniu nie mówiąc. Pralka się popsuła! Świetnie!
W weekend chciałam upiec ciasteczka- taaaa ....jak włączyłam piekarnik do prądu do wysadziło korki w całym domu!
Nie powinnam niczego się  dotykać- leżenie i pachnienie zostało mi narzucone z góry!:)

trochę o mieście

Moje najbliższe "miasto" jak o nim  mówią okoliczne norki - Kristiansand (uwaga!: po norwesku wymawiamy "Kristiansan" ; nieme "d" na końcu)- jest oddalone o  ok 30 min. drogi autobusem od mojego tymczasowego lokum.
Kristiansand ma ok 80 tyś mieszkańców , ale z racji tego , że nie ma tam zbyt wiele bloków i upakowanych tam  ludzi , miasto ma dużą powierzchnię. Nazwa jest połączeniem imienia króla, który je założył (Christian IV), a końcówę "sand" miasto zawdzięcza piaszczystym plażom, którymi nie może się poszczycić żaden inny norweski region.
Zanim o moich sprawunkach w mieście , to jeszcze jedna ciekawostka dotycząca Kristiansand. Centrum miasta/ inaczej można też powiedzieć stare miasto jest zbudowane na podstawie prostokąta (stąd jego inna nazwa "Kvadraturen"). Wrzucam rysunek , żeby można było sobie wyobrazić o co chodzi:
Nie sposób się tam zgubić , bo uliczki są ze sobą równoległe , a na dodatek na środku starego miasta stoi kościół "Dome Kirke" . Przy okazji jest to najwyższy budynek tej części Kristiansand, szczyt kościoła widać z każdego końca starego miasta. Dla mnie jest to punkt odniesienia.

o norweskich domach i domkach

Postanowiłam dać wszystkim chwilę wytchnienia od mojego jakże interesującego, norweskiego życia  i opowiedzieć pewną historię związaną z kolorami norweskich domów.




Dzięki temu, że nie mieszkam w stolicy, a w mniejszym miasteczku , bardziej czuję klimat Norwegii. Norweski domy i domeczki świetnie komponują się z otoczeniem. Znakomita większość z  nich jest drewniana, a deski są układane pionowo. Odkąd pierwszy raz tu byłam zastanawiało mnie jedno: czemu niektóre domy maja kolor biały, inne czerwony, a jeszcze inne są żółte. I w końcu moja ciekawość została zaspokojona. W obecnych czasach nie ma to już większego znaczenia, ale kiedyś mówiła wszystko o sytuacji materialnej właściciela domu, często też o profesji mieszkających w nim ludzi!
Czerwona farba  była najtańsza - skład krew i tłuszcz rybi i innych zwierząt. Stąd czerwone były bardzo często domy rybaków oraz biedniejszych ludzi.
Żółta farba była trochę droższa - w jej skład wchodził olej i ochra.
Biała farba była " z górnej półki"- kolor dostępny tylko dla bogatych.

Co najzabawniejsze- kolor domu był kiedyś do tego stopnia istotny, że co niektórzy malowali frontową ścianę- wizytówkę domu- na biało, a pozostałe trzy na czerwono.

Najnowszy obowiązujący trend nakazuje malować domki (drewno) na taki szary, ale ciepły kolor. Mimo iż nie ma to już nic  wspólnego z historią kraju, to wygląda bardzo ciekawie , a przy okazji dodaje tym domkom trochę gracji  i nowoczesności. Mi osobiście się ten trend podoba.
Nie wiem czy mnie będzie kiedyś stać na taki kolor ;).